Płacz bywa reakcją obronną organizmu podczas konfliktu czy kiedy brakuje nam argumentów w kłótni. Często płaczemy po całym dniu pracy, stresu, ze zmęczenia, bezsilności lub poczucia niesprawiedliwości – na przykład, gdy szef nie docenił naszych starań, dziecko się obraziło, partner zapomniał uprzedzić, że idzie na kolację z klientami. Zależnie od tego, jakie są powody naszego płaczu, różnie możemy poczuć się, gdy płacz ustanie, a z twarzy zejdzie opuchlizna.

Jeśli płacz traktujemy jako narzędzie, na przykład by „wygrać” sprzeczkę”, rozegrać konflikt, postawić na swoim, nie zadziała on tak jak powinien: oczyszczająco, uleczająco, terapeutycznie – w końcu nie dlatego płakaliśmy. Badania pokazują też, że płacz nie pomaga osobom, które cierpią na depresję, a ich nastrój zależny jest np. od przyjmowanych farmaceutyków lub ze skłonnościami do melancholii czy wpadania w kiepskie samopoczucie.

Kiedy płacz bywa jednak pomocny? Gdy jest naturalną reakcją organizmu na silny stres, gdy dopiero płacz odblokowuje nasze emocje, pozwala nam pełniej oddychać i ponownie trzeźwo spojrzeć na sytuację czy nieprzyjemny incydent.

Szybkie tempo życia, wysokie wymagania, jakie stawiają nam inni oraz my sami sobie, wywołują napięcie, w którym żyjemy na stałe. Nie mija ono nawepodczas urlopu czy sytuacji pozornie relaksujących. Często dopiero wydarzenie, które wywołuje płacz sprawia, że napięcie mija, puszczają emocje, wygładzają się mięśnie twarzy, mięknie ciało. Płacz pomaga w pozbyciu się stresu, w odblokowaniu oddechu, w rozluźnieniu całego ciała. Wtedy przynosi on psychiczną i fizyczną ulgę.

Uważajmy jednak, gdy zaczynamy stosować płacz, jako regularny „odprowadzacz” emocji. To co staje się rutyną, szybko przestaje działać. Płacz ma moc oczyszczenia, ale gdy staje się narzędziem, traci swoją terapeutyczną moc.

Źródło: Zwierciadło.pl