#1. Muzyka, która nakręca na seks

Pewne rytmy potrafią zmienić nasz sposób postrzegania świata. Portal Spotify przeprowadził ankietę, z której wynikło, że najbardziej sprzyjającym utworem do uprawiania seksu jest… „Bolero” Ravela. Ma on idealną strukturę – trwa 17 minut, czyli tyle, ile przeciętny seks, a jego kompozycja nie „rozprasza” naszych organów płciowych. Tak twierdzi psycholog z Uniwersytetu w Londynie, dr Daniel Müllensiefen. Trzeba też dodać, że badanie przeprowadzono na grupie 2000 użytkowników w grupie wiekowej 18 – 99 (!) lat. Oprócz „Bolero” eksperci parom polecają słuchanie „Take my breath away”, „Unchained Melody” i ścieżki dźwiękowej do „Dirty Dancing”.
Co łączy „Bolero” i wymienione utwory? Powtarzająca się melodia. To z tego powodu „Bohemian Rapsody”, które samo w sobie jest lepsze niż seks, nie nadaje się do słuchania przy seksie.

#2. Dlaczego niektóre utwory nie chcą wyjść z głowy?

Okazuje się, że problem piosenek tkwiących w głowie to problem globalny – aż 91% ludności świata „cierpi” na to przynajmniej raz w tygodniu. Uczeni są jednak bezradni i do dziś nie wyjaśnili na czym dokładnie polega ten fenomen. Ustalili jedynie, że taka piosenka musi być nie tylko prosta, ale też zawierać pewien „niepasujący element”, np. w piosence grupy Baha Men, po pytaniu „Who let the dogs out?” słyszymy „Hau hau”. Inny ważny czynnik to jej łatwość do zaśpiewania (nasz mózg szybciej przywiąże się do utworu, jeśli będziemy potrafili sami ją zanucić bądź zaśpiewać) oraz moment słuchania – melodia prędzej utkwi nam w głowie, jeśli usłyszymy ją będąc zmęczonymi, pobudzonymi lub znudzonymi.

#3. Dlaczego niektóre utwory budzą w nas agresję?

Na rockowych koncertach zdarza się widzieć osoby tańczące w sposób agresywny, dziewczyny pokazują cycki, a faceci rozbijają sobie butelki na głowach. Skąd taka nagła zmiana u osób, które na co dzień prezentują zupełnie inny model zachowań? Wszystko przez muzykę wyciągającą z nas zwierzęce instynkty. Badacze z Uniwersytetu w Kalifornii twierdzą, że muzyka składająca się z dźwięków przypominających wycie cierpiących zwierząt jest właśnie tym czynnikiem. Natury nie da się oszukać. Co robi zwierzę, które słyszy jak inny zwierzak wpadł w kłopoty? Denerwuje się, w jego organizmie wydziela się adrenalina, organizm przygotowuje się do podjęcia decyzji – uciekać czy walczyć. W warunkach koncertu człowiek nie pomyśli o ucieczce lub bójce z muzykami, odruchowo przekieruje swoją energię na inne osobniki.

#4. Co relaksuje małpy?

Uczeni z uniwersytetu w Wisconsin podjęli próbę ustalenia, który utwór w sposób uspokajający wpłynie na saguinusy. W tym celu zebrano 14 małp i puszczono im cztery utwory: Adaggio for strings, jeden z fortepianowych utworów Nine Inch Nails, „The Grudge” Toola i „Of Wolf and Man” Metallici. Okazało się, że zwierzęta zareagowały jedynie na tę ostatnią propozycję – uspokoiły się.

#5. Który styl był naprawdę rewolucyjnym?

Nauka daje tutaj konkretną odpowiedź: Nie był to jeden styl, ale trzy. Naukowcy przeanalizowali 17000 piosenek z listy Billboard Hot 100 zwracając uwagę na tembr, harmonię, akordy i to, jak te elementy wymieszały się z czasem w muzyce popularnej. Pierwszym stylem, który wprowadził radykalne zmiany do muzyki przeznaczonej dla szerokiego kręgu słuchaczy był styl reprezentowany przez The Beatles. Nowatorstwo nie zawsze musi mieć pozytywny wymiar – drugi najważniejszy styl pojawił się w 1983 roku dzięki Eurythmics. Od tego momentu zaczyna się wykorzystywanie technologii w muzyce – np. syntezatorów. Ostatni wielki styl to pojawienie się hip-hopu w 1991 (LL Cool J, Public Enemy). Przez niego listy przebojów zapełniły się piosenkami przegadanymi, pozbawionymi harmonii.
Niektóre, wydawałoby się, rewolucyjne style nie miały większego znaczenia na historię muzyki. Za przykład naukowcy podali tutaj punk, który przegrał z glam metalem. Pod koniec lat 80. muzyka popularna brzmiała jednakowo.

#6. Dlaczego z wiekiem muzyka popularna staje się dla nas nijaka?

Każdy się zgodzi z tezą, że dzisiejsza muzyka to w większości g***o. Muzyka popularna osiągnęła swój szczyt, kiedy byliśmy dziećmi, kiedy artyści byli naprawdę utalentowani i pisali utwory „z serca”. Powyższa opinia jest charakterystyczna dla osób w określonym wieku. W pewnym momencie w naszej głowie pstryka przełącznik i nagle każdy nowy materiał staje się dla nas kichą niewartą uwagi. Naukowcy określili ten wiek na 33. rok życia. Wspomniany już portal Spotify zauważył również fakt, iż użytkownicy powyżej 20. roku życia przestają słuchać radia i szukają czegoś starszego. Wiedzą, co im się podoba, a podoba im się to, czego słuchali jak byli młodsi. Po trzydziestce przekształcają się w twardogłowe stare kruki stroniące od nowych tendencji.

Za najważniejszy czynnik kształtujący takie podejście można uznać to, że z wiekiem obniża się umiejętność rozpoznawania dźwięków i nasze uszy nie radzą sobie z techno-papką. Współczesna muzyka nie musi być taka zła, po prostu my jej nie słyszymy.