Idę do szkoły, mimo że jej nie lubię.

Nie zastanawiam się, czy efektywnie spędzam w niej czas. Po prostu idę jak tłuk pancerny. Wczoraj dostałem jakieś zadanie domowe, ale go nie odrobiłem. Byłem bardzo zajęty grami komputerowymi. Czekam przed klasą na nauczycielkę. Odrabiam zadanie domowe na kolanie. Moi rówieśnicy wygłupiają się, przeklinają, obrażają się wzajemnie. Zaczyna się lekcja. Siadam na końcu klasy. Lubię mieć widok na całą salę i jednocześnie nie rzucać się w oczy. Nie wychylam się, żeby nie zostać wybranym do odpowiedzi.

Nic nie umiem – bo nawet nie chcę umieć. Nie widzę najmniejszego powodu, by być skupionym. Po co? Dla ocen? Nie zależy mi. Nauczycielka robi niezapowiedzianą klasówkę z treści zadania domowego. Super. Na szczęście dobrze siedzę. Podaje nam pięć pytań. Nie mam zielonego pojęcia, o czym do nas mówi. Otwieram podręcznik pod ławką. Czuję dreszczyk emocji, lekki stres. Nie wiem, czy na mnie patrzy. Nie ruszam się, żeby nie myślała, że coś kombinuję. Ściągam, ile wlezie. Przepisuję słowo w słowo tekst z podręcznika.

Wszystko napisałem. Udało się! Płynnie chowam podręcznik do plecaka. Nie mogę dać ciała – przecież już skończyłem. Wszystko przebiega doskonale. Następnego dnia dowiaduję się, że dostałem czwórkę z plusem. – Dlaczego? Jak to? Idę wykłócać się do nauczycielki:

– Przecież napisałem wszystko! Lepiej się nie da, niż wyryć na pamięć. Nauczycielka twierdzi, że wszystko było dobrze, ale pominąłem jedną informację.

Udaję smutnego.

– Tyle się uczyłem i taki prosty błąd.

Szkoda… Skuliłem głowę i wracam do ławki. Śmieję się na myśl, że część klasy uczyła się, odrobiła zadanie, a ma gorsze oceny. Czuję jeszcze większą dumę. Reszta dnia w szkole przebiega podobnie. Niczego się nie nauczyłem, sześć godzin lekcyjnych zmarnowane. Wracam do domu. Chwalę się mamie, że wszystko ściągnąłem i przyniosłem dobre oceny. Mama niezadowolona kręci głową.

– Dawid, musisz się uczyć żeby coś wiedzieć o tym świecie.
– Mamo, ale ja nie lubię szkoły. Niczego ciekawego tam nie uczą.
– Żeby dostać się kiedyś na dobrą uczelnię, musisz mieć dobre oceny i wiedzę. Inaczej nigdzie cię nie przyjmą.
– Co ja się będę martwił o to, co będzie za trzy, pięć, czy dziesięć lat…

Nigdy nie pozwoliłem mojej szkole stanąć na drodze mojej edukacji. – Mark Twain

W takim stylu przebrnąłem całą szkołę – byle zdać. Dwanaście lat chodziłem tam na marne. Nic nie pamiętam z tamtych czasów. Gdyby ktoś zapytał mnie, czego nauczyłem się podczas mojej „edukacji” nie wiedziałbym, co odpowiedzieć, bo nie dowiedziałem się niczego konkretnego. Chociaż, przepraszam. Czegoś się nauczyłem – kombinowania, kłamania i ściągania. Nic więcej bym nie powiedział o trzynastu i pół tysiąca godzin w szkole. Jak można nic nie wiedzieć po takim czasie? NIC! Nie byłem wyjątkiem. Wielu moich kolegów również nic nie wyniosło, ewentualnie jakieś śmieszne momenty lub fragmenty z ulubionych przedmiotów. To miała być moja edukacja? To miało mnie przygotować do życia? Takie marnowanie czasu jest obowiązkowe? To jakiś żart.

Z czasów szkolnych pamiętam masę głupot. Wiedza i umiejętności praktyczne są bliskie zeru. Tylko pojedynczy nauczyciele wnieśli cokolwiek do mojego życia. Potrafili zarazić uczniów swoją pasją, byli autorytetami. Wymyślałem historię, by dostać dobry stopień; dawałem kwiaty, by dostać promocję do wyższej klasy. Nie byłem jedyny – sporo uczniów tak robiło. W taki sposób zdałem test gimnazjalny, a następnie maturę – nie mam pojęcia.

Poziom nauczania w szkołach jest na żałosnym poziomie. Nie wynosimy ze szkoły żadnych praktycznych umiejętności – to smutne. Tym bardziej, że obowiązkiem jest tam chodzić. Wbijają dzieciom do głowy, iż trzeba chodzić do szkoły, żeby później znaleźć pracę. Po co w ogóle szukać pracy? Mam się uczyć przez dwanaście lub szesnaście lat, żeby być dobrze wykwalifikowanymi pracownikami – pracować u kogoś, spełniać czyjeś wizje i marzenia? Przepraszam bardzo, ale to ja chcę tworzyć. Chcę zatrudniać, a nie być zatrudnianym.

Proszenie się o pracę i modlitwa o przedłużenie umowy – to nie dla mnie. Z tego powodu postanowiłem, że nie będę uczył się dalej w tradycyjnej szkole. Dzięki tej decyzji otworzyłem sobie drzwi do samodoskonalenia, rozwijania moich pasji i talentów. Dopiero gdy wyszedłem ze szkoły, rozpoczęła się moja edukacja. Zacząłem pochłaniać wiedzę jak narkoman. W końcu mogłem uczyć się tylko o umyśle, psychologii i sporcie. Dwie wąskie dziedziny – ściśle ze sobą powiązane.

Standardowa edukacja zapewni Ci przeżycie. Samodoskonalenie – fortunę. — Jim Rohn

Odrywając się od utartych szlaków masz możliwość robienia tego, co lubisz. Robiąc to, co kochasz będziesz chciał się rozwijać. Z czasem przyjdzie satysfakcjonujące wynagrodzenie. Szkoły nie dbają o twoją indywidualność i samodoskonalenie. Większość z nich to fabryki przeciętności. Chcesz być przeciętny? Podążaj za większością. Chcesz być wyjątkowy? Podążaj za marzeniami i głosem serca.