W krajach wysoko rozwiniętych insulinooporność – wg ostrożnych oszacowań – dotyczy 24–50% osób dorosłych
i ok. 11,5% dzieci w ogóle, a niemal połowy wszystkich dzieci otyłych. To jest ogromna liczba małych pacjentów w wieku od przedszkolaka do starszego ucznia, narażonych na ryzyko powikłań zdrowotnych w całym swoim przyszłym życiu – ogromna i stale rosnąca. Przerażające są już same statystyki – natomiast mnie znacznie bardziej przeraża brak świadomości w społeczeństwie, a NADE WSZYSTKO BRAK WSPARCIA i STANDARDÓW POSTĘPOWANIA z dzieckiem insulinoopornym w placówkach przedszkolno-szkolnych:
Napisała do mnie niedawno mama zerówkowiczki, u której zdiagnozowano insulinooporność. Mama niezwykle uświadomiona i zdeterminowana, by zapewnić córeczce warunki, w których opanowanie insulinooporności i zminimalizowanie ryzyka zdrowotnego będzie możliwe i realne. Historia, jaką usłyszałam od niej – począwszy od diagnozy poprzez batalię w przedszkolu państwowym i kuratorium o możliwość przynoszenia dziecku wyżywienia we własnym zakresie – dramat. Wobec tej Mamy zastosowano chyba wszystkie możliwe utrudnienia, jakie można wymyślić. Brak zgody na indywidualne żywienie pomimo braku roszczeń, deklaracji przygotowania codziennie własnych posiłków i zaświadczenia lekarskiego o konieczności stosowania diety niskoglikemicznej. Brak zgody na rezygnację z cateringu przedszkolnego i żądanie dalszego pokrywania kosztów cateringu (w przesłanych mi do oceny jadłospisach placówki ŻADEN posiłek nie nadawał się dla dziecka insulinoopornego). Argumentacja dyrekcji na poziomie żenująco niskim „BO INNE DZIECI I ICH RODZICE BĘDĄ MIELI PRETENSJE”. Pretensje?!
Rozumiałabym, że przedszkole widzi niedogodność podawania indywidualnych posiłków tej dziewuszce, ponieważ obawia się, że to ONA będzie czuła się pokrzywdzona i gorsza od grupy nie mogąc jeść tego co wszyscy – ale nie, to nikomu przez myśl nie przeszło. Pokrzywdzona będzie grupa żywiona białą mąką, słodzonymi deserami i najtańszym pasztetem czy wędliną… jak się tak zastanawiam nad sensem tego, to chciałabym wierzyć, że chodzi o lepszą/ gorszą JAKOŚĆ posiłków, a nie o INNOŚĆ i brak tolerancji. Prawo stoi poniekąd po stronie dziewczynki i jej Rodziców, po stronie zdrowia – PONIEKĄD. Bo na poziomie ostatecznej decyzji – rozstrzyga zwyczajna ignorancja i konformizm osób, którym przez pomyłkę powierzono jakieś tam funkcje i jakieś tam kompetencje. Rutyna mile widziana, działania wykraczające poza tę rutynę i wymagające wyściubienia nosa poza swoje wąskie poletko – odrzucane bez głębszego zastanowienia, na zasadzie – „mogę się nie angażować, to się nie będę angażować, bo się zmęczę”.
Batalia dziewczynki i jej Mamy jeszcze się nie zakończyła. Wspieram je na ile potrafię wiedzą, doświadczeniem i poradą, podsyłam materiały, kibicuję. Chciałabym móc więcej, nie tylko w tym wypadku – chciałabym zmienić świadomość, podejście społeczeństwa, „rozwalić system”, dotrzeć do WSZYSTKICH dzieci, które wobec swojego stanu zdrowia takich „schodów” na każdym kroku doświadczają. Prawo prawem, ale to świadomość i życzliwość ludzka czynią świat lepszym miejscem do życia.
Walczmy o te dzieciaki, bo to największy skarb!

Aneta Stanek-Gonera, Specjalista przyjazny insulinoopornym

https://www.facebook.com/fitmisja/posts/1938060173186792