Dlaczego tak boimy się nagości…? Czemu boimy się ubierania w słowa tego, co z nagością jest związane…? Nie chcemy czytać erotycznych tekstów, ani oglądać filmów? Z jakiego powodu każde odsłanianie ciała nazywa się od razu epatowaniem golizną czy obnażaniem, a każdy erotyczny film – filmem porno? To przecież zupełnie odrębne rzeczy… Od dziecka wpajano nam, żeby nie biegać na golasa, bo to wstyd. Zanim jeszcze nauczyliśmy się wsłuchiwać we własne ciała i określać nasze indywidualne granice intymności, od dorosłych słyszeliśmy, że musimy się „tam” zasłaniać.

Z czasem wykształciło się w nas jako takie pogodzenie z tym, że ciało to nie tylko twarz, dłonie i nogi, ale też wagina, penis czy pępek, że wszystko jest nasze, wszystkie się myje, goli (albo nie), pokazuje u lekarza – ale jednak pozostało takie niejasne tabu…


Zadziwiające jest to, że często równolegle z tym cielesnym wstydem, idzie kompletna bezwstydność w obnażaniu własnych przeżyć czy głupoty… Nie razi nas zdradzanie najgłębszych sekretów, wygłaszanie bzdur na forum publicznym, skandal nas wręcz ekscytuje – a boimy się pokazać na zdjęciu bez majtek…