Jedzenie intuicyjne to nie dieta. Zamiast przestrzegania ścisłych reguł, wsłuchujemy się w sygnały własnego organizmu i pozwalamy mu, by wskazywał, kiedy, co i jak dużo powinniśmy zjeść.

Zasady intuicyjnego jedzenia to miedzy innymi: odrzucenie diet, wsłuchanie się w swój organizm – w naturalne uczucie głodu, odrzucenie koncepcji ‚zakazanego jedzenia’, cieszenie sie jedzeniem, zaprzestanie jedzenia emocjonalnego, akceptacja swojego ciała, zwiększenie siły mięśni – uprawianie sportu, ale po to by naładować baterie, a nie stracić ‚nadprogramowe’ kalorie.

Uważam, że jedzenie przestało dominować moje życie. Ale to, jak sobie wyobrażałam zdrowie po terapii różni się od tego jaka rzeczywistość mnie zastała. Może dlatego, że liczyłam na jakieś cuda, że moje życie diametralnie się zmieni, że zawsze będę czuć się fantastycznie i nie będę miała żadnych problemów. Zmieniło się tyle, że doszła mi świadomość swoich zachowań, myślenia. A skoro robię coś świadomie mam wybór.

O nauce jedzenia intuicyjnego po latach zaburzeń odżywiania opowiedziała jedna z pacjentek na portalu bulimia.mam-efke.pl:

„Od czego zaczęłam? Przez lata restrykcyjnych diet i obycia z kaloriami, moja wiedza na ten temat była wyczerpująca. Do świadomości doszło, że skoro można racjonalnie się odżywiać i utrzymywać wagę w granicach normy, to mogę odwołać to do siebie. Mam taką kartkę sprzed 10 lat, gdzie w ośrodku psychiatrycznym dla dzieci pani psychiatra napisała mi, jak mam się żywić (5 posiłków dziennie, jemy na talerzach, jedzenie ma być przygotowane i zjedzone a nie przygotowywane i jedzone podczas przygotowań, nie wychodzimy do ubikacji po jedzeniu, po 30 minutach od jedzenia zajmujemy się czymś co lubimy, spacer z psem, książka, malowanie, nie dojadamy między posiłkami). W pewnym momencie poczułam, że jestem bardzo pokrzywdzona, bo muszę się uczyć tego wszystkiego od nowa. Śniadanie- zrobić zjeść i już nie mielić buzią. 2 śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja. Było mi ciężko nie dlatego, że nie chciałam jeść. Przeraziło mnie to, że muszę dostosować się do jakichś schematów – a ja przecież nigdy nie chciałam być taka jak inni szarzy ludzie. Gubiłam się strasznie, moim błędem było zaufanie organizmowi i słuchanie go. Jak może zachowywać się organizm który przez ponad 10 lat otrzymywał dawki jedzenia w różnych proporcjach, a nie adekwatnie do swoich potrzeb?

Następnym krokiem było ustalenie godzin posiłków (tego trzymam się do dziś – daje mi poczucie, że jest ok, organizm dostaje to, co musi). Bardzo ważne jest to, że pomimo, że moje racjonalne ustalenia żywieniowe trwają od ok 3 lat nadal nie zawsze czuję, na śniadanie głód, na obiad czy kolację. Ale czuję obowiązek zjedzenia, bo muszę „zatankować swoje autko”. Na początku bardzo chciałam być głodna i jeść, tylko u mnie głód czułam wtedy, gdy ktoś mnie zranił, rozczarował, chyba nastąpiła jakaś fiksacja regulacji uczuć. Dlatego określenie pór posiłków pomogło mi opanować regulowanie wszystkiego jedzeniem. Porcje jedzenia – tego nauczyłam się przez obserwację, wiem jak wygląda obiadowy talerz i zauważyłam, że ludzie nie ładują na niego tyle, że z trudnością jest z niego jeść. Nie dokładają też, żeby zjeść tyle, żeby się nie ruszać. Na początku była wściekłość, bo przecież zjeść wszystko albo nic, frustracja ogromna, że należy już wstać od stołu, nie wylizywać garnków i nie dojadać chlebem. Teraz jestem na etapie delektowania się, a nie napychania”.