Każdy zna taką osobę, o której wszyscy mówią, że „jest tak wspaniała, że nie można by jej było nie lubić”. To dokładnie ta sama osoba, dla której przygotowaliście co najmniej trzy scenariusze morderstwa. Nikt nie lubi przecież ludzi udających nieskazitelne anioły, według których stąpanie po tej samej ziemi co one powinno być dla zwykłych śmiertelników nie lada zaszczytem.

Michel de Montaigne (XVI w.) w traktacie filozoficznym „Próby” napisał, że szczęście cudze zasmuca innych, a i widok cudzego powodzenia jest niemiły ludziom. Dążenie do własnego szczęścia idzie w parze z życzeniem, by w jak najmniejszej ilości było ono dane innym. Tak jakby miało to być naczynie zamknięte: Fortuna obdaruje ze swego rogu obfitości innego, to ja będę miał mniej, mnie zabierze. Przecież wiemy, że tak nie jest, więc skąd bierze się ta zazdrość? Powód do zawiści znajdzie się zawsze, a człowiek zazdrosny skazany jest na ciągłe niezadowolenie, co z kolei nie pozwala mu być szczęśliwym. Nie lubimy szczęścia innych, bo ich niepowodzenia, kłopoty, dramaty dają nam poczucie większego szczęścia własnego. Patrząc na sukcesy innych, człowiek ma wrażenie, że jego własne maleją, nic nie znaczą, są nieważne, jest jakby mniej własnych powodów do zadowolenia.

Niestety, cudze szczęście zasmuca innych. Ludzie mają w sobie niechęć do powodzenia drugiego człowieka.