Wiele mówi się dziś o wdzięczności. Wyrażamy wdzięczność Bogu, Wszechświatowi, sobie nawzajem i sobie samemu. Nie jest jednak zawsze prosto powiedzieć dziękuję, za coś, co wcale nie jest, lub nie było dobre, piękne, ani w jakikolwiek sposób pozytywne, a wręcz nieprzyjemne i trudne.

Pamiętam dzień, kiedy ktoś zadał mi bardzo ważne pytanie: Gdybyś teraz spotkała tego człowieka, z którym miałaś te pozytywne, ale i nieprzyjemne doświadczenia, umiałabyś i mogłabyś go przywitać z radością? Moja reakcja wtedy była pełna buntu, urażenia, i wręcz niesmaku. Jak to? Tyle przeszłam i teraz jeszcze mam się obwiniać, bo nie wybaczam wystarczająco dobrze? Witać z radością? Nie, to chyba jakiś słaby dowcip. Znacie to uczucie? Sporo wody upłynęło, padło wiele przykrych słów, wylane zostały litry atramentu i łez.  Nie wiem w czym można odmierzyć cierpienie, chyba nie poddaje się kwantyfikacji i jest niemierzalne.

Wdzięczność za niechciane 

Jednak nawet kiedy jest najgorzej, można dopatrzeć się czegoś pozytywnego. Nie chcę tu wprowadzać pojęć dobra i zła, bo chodzi właśnie o to, że na wszystko można spojrzeć dwustronnie w tym dualnym świecie. Każde doświadczenie czegoś uczy. Kiedy ledwo wstajesz z łóżka, bo nie masz siły ani ochoty żyć, możesz mimo wszystko być wdzięczny za to, że w ogóle żyjesz i oddychasz. Zawsze znajdzie się coś, za co możemy dziękować, coś „dobrego”, „pozytywnego”. Może dach nad głową? Może miłość? Dom? Swój kąt? Muzyka, którą kojarzy się z radością i wywołuje uśmiech na Twojej twarzy. Promienie słońca, albo oczyszczający wiatr, deszcz. Możesz być wdzięczny za doświadczenia, ludzi, przyjaciół, odpowiedzi i pytania, pracę, lub jej brak, za wszystko.

Zdarza ci się dziękować za te nieprzyjemne doświadczenia? Może za rozwód, śmierć kogoś bliskiego, nałogi, brak kasy, pustkę, samotność?  Czy bezdomny może dziękować za to, że nie ma domu? Zdradzony człowiek za zdradę? Za to, że tata nie chciał cię wcale na tym świecie? Że nie takiego życia chcesz i nie tak sobie to wyobrażałeś? Że nadal nie masz rodziny, a tak bardzo chcesz i marzysz o tym z całej mocy twojego serca. Za rozwód, i to wcale nie w kontekście, że jak to dobrze, że mam już tego człowieka z głowy, ale podziękować za te ciężkie przeżycia, kiedy było najgorzej, kiedy był dom, a wcale nikt na ciebie tam nie czekał, za to, że ktoś czekał na to kiedy znowu cię w tym domu nie będzie. Za depresję, za ten czas, kiedy jedyne o czym się marzyło, to umrzeć, zasnąć, zniknąć. Podziękować za chwile największego wstydu. Za to, że tak bardzo pragnąłeś być w związku, a tego związku nie ma. Za to, że tak bardzo czekam na x, y, z…

Cierpienie (nie)uszlachetnia 

Istnieje teoria, która mówi, że cierpienie wcale nie uszlachetnia i to, co nas nie zabije, nie wzmacnia, a jedynie sponiewiera. Nie masz czasem wrażenia, że to, że przetrwałeś coś pozornie złego mimo, że bardzo sponiewierało, na tamten moment wręcz upodliło albo uzwierzęciło, sprowadzając życie tu tylko do prostych czynności fizjologicznych, to znasz siebie bardziej? Dotknąłeś totalnego mroku, czarnej dziury i nadal żyjesz. Jesteś. Dotknąć totalnej pustki i tragedii, którą ciężko się przeżyło i żyć – to jest wyczyn. Nie o to chodzi, by być z tego dumnym, ani się za to biczować. Kwintesencją jest tu docenienie samego przeżycia, doświadczania,  życia samego w sobie i wyciągnięcie wniosków na przyszłość, aby nie popełniać drugi raz tego samego błędu.

Nie jest możliwe odwrócenie biegu życia, cofnięcie się tam, gdzie coś było niezgodnie z regulaminem, kliknięcie kilku przycisków, powrót, najlepiej do krainy wiecznej szczęśliwości. Dlatego dziękuję Ci tato, że mnie nie chciałeś. Każdy człowiek dziękuję X, że mnie zdradził, Y, że mnie znieważyła Z, za rozwód i wszystkie wspólne chwile. Dziękuję wszystkim literom alfabetu za wszystko. Odwracam się na pięcie i macham tym doświadczeniom z wdzięcznością, bo one mnie ukształtowały, odbyły się i już nie wrócą, a nawet gdyby, to ja umocniona o nie, potrafię godnie stawić im czoła.

Mam przed oczami taką scenę ze swojego dzieciństwa. Mam może 7 lat, jestem niejadkiem, ciocia, aby zachęcić mnie do jedzenia mówi: jedz, dzieci w Afryce nie mają co jeść. I myślę sobie wtedy: super mam co jeść. Nie o to chodzi co mam, a czego nie mam. Nie chodzi tu o żadne porównania. Mam wszystko co mi potrzeba i jestem za to głęboko wdzięcznym człowiekiem. Mamy taką tendencję, że prościej jest docenić co mamy, kiedy porównamy się z tymi, którzy mają mniej. Jak widać na powyższym przykładzie jesteśmy tego uczeni od najmłodszych lat. Głęboka wdzięczność łączy się z brakiem oceny, tego co się dzieje, albo nie dzieje, koncentruje uwagę na tu i teraz, jest wyzwalaczem miłości i miłosierdzia.

Głęboka wdzięczność to nie wyszukiwanie plusów, mówiąc sobie, że nie jest tak źle, ale płynące z głębi otwartego serca dziękuję, za dotyk życia, w każdej postaci, jakakolwiek on nie jest. To trochę oglądanie świata z perspektywy dziecka, które jeszcze nie wie, jaką ocenę czemu przypisano, a cieszenie się, i deszczem, i słońcem.

Istota ludzka jest domem gościnnym.

Każdego ranka przybywa ktoś nowy.

Radość, depresja, podłość,

Ich chwilowa świadomość nadchodzi

niczym nieoczekiwany gość.

Witaj ich i zabawiaj je wszystkie! (…)

Ciemną myśl, wstyd, złośliwość

witaj w drzwiach z uśmiechem

i zapraszaj do środka.

Bądź wdzięczny za wszystkie odwiedziny,

bo każdy gość został przysłany

jako przewodnik z dalekich stron.

– Rumi

 

Isztar.

 

(Źródło:http://akademiaducha.pl/wdziecznosc-niechciane/)