Wiele trafiających do mnie osób prosi o zweryfikowanie terapii “zaordynowanej” przez nie-lekarza, lub wiadomości pochodzących z pism, poradników, portali internetowych, bądź reklam wszelkiej maści. Zjawisko to jest popularne i zatacza coraz szersze kręgi.

Kochamy sami się leczyć. Na zgagę, na wątrobę, na nerwy, włosy itd… W aptekach i sklepach internetowych aż oczy bolą od kolorowych opakowań przeróżnych suplementów. Witamina D3, (najlepiej z dodatkiem K2 -nowa moda), witamina C w gigantycznych dawkach (oczywiście TYLKO odpowiedniej “skrętności”), Spirulina, Chlorella, młody jęczmień, ostropest i mnóstwo innych.

Od pewnego czasu obserwuję również modę na picie płynu Lugola lub też smarowanie się nim. Ciekawe, kto jest w stanie policzyć ile mikrogramów jodu wtedy się wchłania przez skórę?.

Do tego kamertony, biorezonans, opaski magnetyczne, itd…

Czy to jest bezpieczne? Czy korzystne dla zdrowia? A może…wcale nie? Może ktoś robi Was w przysłowiową “trąbę”?

Oczywiście nie jestem w stanie omówić w postach wszystkich wymyślnych metod leczenia, postaram się wybrać te, które mają wpływać na leczenie chorób endokrynologicznych.

Suplementacja jodu w chorobach tarczycy.

Jak to jest z jodem? Czy brać jod bez ograniczeń ? Czy stosować płyn Lugola?

Mam wrażenie, że za sprawą jakiejś mody, jod stał się ostatnio wręcz masowo nadużywany w postaci płynu Lugola. NIE jest to zalecana metoda postępowania i może być przyczyną poważnych konsekwencji oraz zaburzać czynność tarczycy- powodować zarówno jej nadczynność jak i niedoczynność. W medycynie  bywa on stosowany w niektórych schorzeniach, lecz rzadko i tylko pod kontrolą doświadczonego lekarza głównie w przypadkach gdy chodzi o szybkie wyrównanie dużej nadczynności tarczycy (- tak, NADczynności). Był również podawany w przypadku napromieniowania (wielu z nas kojarzy go z katastrofą w Czarnobylu). I to tyle w kwestii płynu Lugola.

Co to znaczy, że nie zalecamy jodu w ogóle? Ależ nie! Owszem, stosujemy go chętnie, lecz nie w tej postaci ani dawkach. U kogo? Przede wszystkim u kobiet planujących ciążę, ciężarnych lub karmiących w profilaktyce jego niedoboru (a wtórnie niedoczynności tarczycy u dziecka).

Jod w chorobie Hashimoto.

Nie stwierdzono efektu leczniczego w chorobie Hashimoto. Tu przyczyną choroby wcale nie jest przecież jego niedobór lecz autoprzeciwciała. Ale ciężarna z chorobą Hashimoto jak najbardziej powinna go przyjmować (patrz wyżej).

Co do zarzutów, jakie ostatnio widzę w internecie, na stronach różnych osób spoza medycznego kręgu, typu: “lekarze nie leczą i wcale nie chcą wyleczyć, dlatego nie stosują niektórych metod” czy “endokrynolodzy nie mają pojęcia co to dejodynazy”, “w chorobach tarczycy patrzą tylko na TSH”. Otóż, stosujemy metody udowodnione naukowo, preparaty w przebadanych postaciach i ilościach, zgodnie z najszerzej pojętą wiedzą medyczną oraz zasadami etyki lekarskiej, tak, by pacjentowi nie szkodzić, a pomagać. A dejodynazy? Toż to jedno z typowych pytań na egzaminie z endokrynologii… 😉

Witamina D3- jakie przyjmować dawki?

Witamina D3. Bardzo lubię ten, nazwijmy to, suplement, bo ma wiele udokumentowanych korzystnych efektów zdrowotnych. Chętnie zlecam jej suplementację w niedoborach, oraz u przyszłych mam, ale… Nie w każdych dawkach dla każdego! Zgłosiła się do mnie ostatnio kobieta, która od prawie roku zażywa tę witaminę w dawce 10000 jm dziennie. Przeczytała na stronie osoby zajmującej się medycyną naturalną, że korzystne dla zdrowia są właśnie takie dawki stosowane przewlekle. Nie przeczytała tam (bo ta osoba najwidoczniej tego nie wiedziała), że są to ilości toksyczne dla płodu. A właśnie od kilku miesięcy starała się już aktywnie o ciążę… Powiecie, że zapewne była tam informacja, że należy skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą albo, że nie wszystkie zalecenia są dla każdego… Jasne, tylko co dla kogo? W momencie, gdy już się coś stanie i tak jest już za późno, by to ustalać… Następnego dnia przyszła kolejna osoba, której (dla odmiany dietetyczka) zaleciła mnóstwo suplementów, w tym witaminę D3 w dawkach 15000jm! Ta kobieta także starała się o ciążę…

Co w takim razie mamy robić ? Brać suplementy czy nie?

Coraz więcej osób zgłasza się ostatnio do mnie w momencie, gdy już coś się stało…  Dlatego właśnie napisałam ten tekst. Zastanówcie się, zanim sięgniecie po niesprawdzone środki, zalecone nie przez lekarza, preparaty o nieznanym składzie, albo bardzo wysokich stężeniach. Nie zastanawiało Was, że takie osoby/firmy na swoich stronach sprzedają “jedyne słuszne suplementy”? Że osoby bez elementarnej wiedzy o anatomii i fizjologii człowieka twierdzą, że tylko i wyłącznie oni (jak rozumiem, na całym świecie), znają całą prawdę? Tak swoją drogą, ciekawe skąd? Z badań? Jakich? Ściśle tajnych czy objawionych w modlitwie?

Pomyślcie, czy gdyby naprawdę istniały cudowne, pewne i uniwersalne metody leczenia raka i innych śmiertelnych schorzeń lub też otyłości, które w sposób niekonwencjonalny pozwalałyby całkowicie wyleczyć te przypadłości, to czy umarłyby takie wpływowe i bogate osoby jak Steve Jobs czy Patrick Swayze? Czy celebryci na całym świecie borykaliby się z nadwagą, otyłością i efektem jojo?

Często suplementy nie wyrządzają szkody i działają prozdrowotnie i ja również bardzo chętnie je polecam. Lecz trzeba wiedzieć co, na co, kiedy podawać, w jakich dawkach, jak długo (niektóre się kumulują) a czego nie łączyć… Jeśli Wasz lekarz rodzinny mówi, że nie ma do tego głowy i nie będzie zajmował się leczeniem suplementami, poszukajcie endokrynologa, internisty czy specjalisty medycyny przeciwstarzeniowej (antiaging). Oni powinni doradzić. Na podstawie wiedzy medycznej, aktualnych badań, a nie, za przeproszeniem, youtube’a albo plotkarskiej gazetki.

Autor: Doktor Magda, www.doktormagda.pl