Może pojechałam z tym tytułem, ale cóż, tworzyłam go na bazie własnych doświadczeń. 🙂

Czy zdarza się, że w towarzystwie różnych osób czujecie się różnymi ludźmi? Wśród niektórych hulaj dusza piekła nie ma, możecie podzielić się każdą refleksją, wyartykułować każdą myśl i brzmi sensownie. Natomiast w towarzystwie innych macie wrażenie jakby coś Wam ściskało gardło. Dziwne, bo przecież wciąż jesteście tą samą osobą!

Moja przyjaciółka. Mogę jej powiedzieć wszystko, podzielić każdym światopoglądem i za każdym razem spotyka się to z jej zainteresowaniem. Zawsze śmieje się, czasem wprost pęka ze śmiechu z moich żartów. Chłonie, co mówię i z ciekawością, słuchając moich wywodów, podąża za meandrami mojego toku myślenia, nawet gdy jest bardzo zakręcony i wyboisty.

efekt: Dużo przy niej żartuję i śmiało dzielę najróżniejszymi refleksjami związanymi z rozmaitymi dziedzinami życia (i z wzajemnością). Mówienie przychodzi mi z łatwością.

Mój tato. Lubi mnie słuchać, ale gdy moja opowieść trwa za długo, jest zmęczony i zniecierpliwiony. Uważa mnie za osobę mającą ciekawe spostrzeżenia, ale też rozkojarzoną i nadpobudliwą. Czasem, gdy słucha moich opowieści potrafi zażartować:
– Ile kaw dzisiaj wypiłaś? Chyba dużo, prawda?

efekt: przy tacie bardzo dużo mówię, gubię wątki, rozkojarzam się, rozlewam napoje, tłukę filiżanki.

Mój mąż. Intrygują go moje zainteresowania socjologiczno-psychologiczne, za to martwią olbrzymie luki w sprawach polityczno-biologiczno-chemiczno-historyczno-ekonomiczno-geograficznych, które on ma w małym paluszku. Potrafi czasem zadać mi pytanie kontrolne z tzw. wiedzy o świecie, na którym zwykle wykładam się.

efekt: gdy prowadzimy rozmowę o sytuacji polityczno-gospodarczej, czuję się zblokowana i albo milczę albo nieporadnie konstruuję zdania, bo boję się, że strzelę gafę, która zdemaskuje moją ignorancję.

Moja mama uważa mnie za kreatywną, odważną i błyskotliwą osobą, która potrafi w ciekawy sposób opowiadać o świecie.

efekt: gdy prowadzimy rozmowę o sytuacji polityczno-gospodarczej, czuję wiatr w żaglach i nawet gdy nie jestem w stanie podać konkretnej daty historycznej lub nazwy miejscowości, nieustraszenie dzielę się swoimi przemyśleniami, bo wiem, że spotkają się z zainteresowaniem.

Te przykłady są dość dobrą wizualizacją trzech psychologicznych efektów, które chcę Wam przedstawić.

EFEKT PIGMALIONA to zjawisko, polegające na zachowywaniu się zgodnie z tym, czego oczekują od nas inni ludzie, zwane również samospełniającym się proroctwem.

Jeżeli postrzegamy kogoś jako osobę dowcipną i inteligentną i w taki sposób ją traktujemy, np. chwaląc jej błyskotliwość i dowcip, to skutkuje to tym, że ta osoba dokładnie tak się zachowuje: bo wpisuje się w nasze oczekiwania. Skoro patrzymy na nią jako na osobę bystrą i wesołą, darząc przy tym sympatią, ukazując zachwyt, osoba ta nabiera wiatru w żagle i nie boi się dzielić swoimi uwagami – skoro już zostało „ustalone”, że będą bystre i dowcipne.

Tak mnie traktuje moja przyjaciółka, więc ochoczo wchodzę w tę rolę!

Moja mama uważa, że to, co mam do powiedzenia jest warte uwagi, więc nieustraszenie dzielę się przed nią swoimi przemyśleniami.

Efekt Pigmaliona może przybrać dwie postaci: pozytywną – efekt Galatei oraz negatywną – efekt Golema.

EFEKT GOLEMA jest negatywną odmianą samospełniającego się proroctwa. Osoba, do której kierowane są negatywne oczekiwania bądź wyrażane są negatywne opinie, zaczyna zachowywać się w taki sposób.

– Zuzię ciągle trzeba kontrolować, nie dość, że o wszystkim zapomina, to jeszcze kłamie. Kłamie na każdym kroku. No i nie można na nią liczyć – wylicza fikcyjna matka, którą stworzyłam na potrzeby tego tekstu. – Zawsze, gdy ją o coś poproszę, na przykład, żeby wracając ze szkoły kupiła warzywa, zapomina o tym. Nauczyłam się już, że nie można na niej w ogóle polegać.

Czy widzicie tu jakąkolwiek szansę, żeby Zuzia mogła stać się „niezapominalska” i odpowiedzialna? Podejrzewam, że jakkolwiek próbowałaby, mama i tak tak mocno przykleiła już jej łatkę „tej, na której nie można polegać”, że ciężko będzie ją odkleić. I mamie i córce. Słowa mają ogromną moc. Negatywne opinie, oczekiwania podcinają dziecku skrzydła.

Efekt Golema ma jeszcze inny wymiar. Otóż sądząc, że dziecko nie da sobie z czymś rady, bo jest leniwe, za mało mądre, za mało sprytne, za mało odpowiedzialne, zbyt bałaganiarskie, rozkojarzone, nadpobudliwe itd., stawiamy mu tym samym za mało wyzwań – co skutkuje tym, że nie może się niczym wykazać i jego rozwój jest zahamowany. I de facto: rzeczywiście, okazuje się, że nie możemy na nie liczyć.

EFEKT GALATEI to pozytywna odmiana samospełniającego się proroctwa.

Gdy patrzysz na drugą osobę, na przykład swoje dziecko, jako na osobę sprytną, zaradną, odpowiedzialną i tak o niej opowiadasz znajomej w towarzystwie córki, „Zuzia” takową się staje. Nie boi się podejmowania wyzwań i ochoczo idzie do przodu, w końcu zostało „ustalone”, że taka jest.

Taki komunikat, pełen zaufania, dodaje dziecku skrzydeł. Czuje się traktowane poważnie, dostaje sygnał, że można na nim polegać. Zróbcie taki eksperyment i postarajcie się przekuć cechy Waszych dzieci lub mężów, które dotychczas postrzegaliście jako wady na zalety. Ja dziś też to spróbuję zrobić. 🙂

Z jednej strony nikt nam nie każe wchodzić w role, które „narzuca” nam otoczenie, zresztą często sami je sobie dopowiadamy. Nie wiem, czy mój tato, mąż, przyjaciółka i mama, podpisaliby się pod tym tekstem i moją wizją tego, jak mnie postrzegają, to tylko moje widzimisię, za którym też stoi wiele i bardzo możliwe, że jest tylko moją nadinterpretacją.

To, co chciałam dzisiejszym tekstem przekazać, to że warto oddziaływać na ludzi tak, żeby czuli się w naszym towarzystwie dobrze i żeby mogli rozwijać przy nas skrzydła i wierzyć w siebie.

Pamiętam, że kiedyś jeden z filmów, w którym wystąpiłam, który spotkał się z pozytywnym odbiorem mojej internetowej społeczności (czyli osób, które mnie znały i lubiły), wylądował wśród ludzi obcych. Tam znalazło się kilka głośnych osób nie szczędzących krytyki: co za beznadziejna panna, co za irytujący sposób mówienia, jaka drętwa. Gdybym miała tam jeszcze raz trafić, nie byłabym pewnie w stanie wydukać z siebie ani słowa. Widziałabym siebie w ich oczach jako tępą i nieciekawą i taką bym się stała.

Nie byłoby tego bloga gdyby nie Wy, którzy dajecie mi dowody swojej sympatii w postaci pozytywnych komentarzy, polubień itd. Dzięki temu nabieram wiatru w żagle i mogę pisać kolejne teksty, bo wiem, że spotkają się z zainteresowaniem. Jesteście niczym moja przyjaciółka: otwarci, życzliwi, serdeczni, akceptujący, słuchający moich opowieści i śmiejący się z moich żartów, nawet jeżeli są sucharami. Dziękuję! Dziękuję, że mogę przy Was chociaż udawać bystrą, nawet jeżeli to, co piszę jest tępe. 😀