W siedem dni Pan Bóg stworzył świat, a potem stwarzał różne kraje ze wszystkim, co było potrzeba. Właśnie utworzył był kraj węgierski, dolinę żyzną, przeciętną rzekami. A gdy trafiły się zbocza, to chylił je ku południowi,  by na niej wino rość mogło. Za czym zbliżył się ku stronie, gdzie miała być Polska. Postanowił ją jeszcze bogatszą uczynić przez to, że różne na niej obszarze zmyślił założyć ziemie.

Właśnie kiedy zaczął Podhale budować, przechodzący mimo anioł zawołał: „Szczęść Boże!”  Pan Bóg uśmiechnął się, miał bowiem w myśli o obraz bogatego Podhala. Ośmielony stróż Niebios zbliżył się ku Panu Bogu i przyzierał chwilę jego pracy. A widząc, że wcale nie taka trudna sztuka zapragnął sam popróbować.

– Odpocznij – rzecze – Panie mój, a ja przez ten czas za Ciebie się potrudzę.

– Żebyś to mógł dać radę!

– Nie dam rady? – uniósł się Anioł w honorze- Zezwól, Panie, a a ujrzysz że nie gorsze potrafię zbudować kraje niż te, co spod Twej wykwitły ręki.

Stwórca świata uśmiechnął się pobłażliwie.

– Jeżeli chcesz koniecznie (umiłowanemu aniołowi czegoś by w dobroci Ojcowskiego serca nie ustąpił?), jeżeli chcesz koniecznie spróbować, to możesz kończyć tę ziemię tu oto, którą zacząłem budować. (Sądził Pan, że co dobrze zaczęte, to nie tak łatwo zepsuć). A ja tymczasem przejdę dalej.

I przyszedł Pan Bóg w stronę północy, aby nowe tam ziemie ukształtować. Miało to być Proszowskie i Sandomierskie. Niedługo to wcale trwało (bo cóż dla Boga trudnego?), jak był z ziemiami tymi dwiema gotów. Zawołał tedy do Anioła:

– Jużeś skończył swoją pracę?

– Już!-  odkrzyknął anioł.

– To chodź, przypatrz się moim ziemiom.

Anioł przyleciał na skrzydłach i już z góry wykrzyknął:  – „Ach!” – bo też było się czemu dziwić.

Ziemia Proszowska jak dywan wzorzysty rozkoszna, barwna równina, przetykana kępami sadów, ruczajami. Sandomierska, wyższa nieco, pofalowana w doliny i wzgórza, chyliła się łagodnie ku słońcu południa i zdawała się grzać w jego promieniach. Wstęga Wisły, szeroko zataczała błękitne półkola pomiędzy złotymi wzniesieniami. Bo gdzie okiem rzucić, to w Proszowskie jak i Sandomierskie, wszędy widne były, na wzgórzach i w dolinach, złote łany pszenicy. Mogło wydawać się patrzącemu, że pozłota prawdziwa ze słońca na dwie te ziemie spada. Pan Bóg widać, chciał je szczególnie szczodrze obdarzyć.

Kiedy anioł dość się już temu nadziwował, rzecze Pan Bóg:

– A teraz zobaczymy Twoje Podhale.

Anioł, dumny ze swego dzieła, cieszył się już naprzód pochwałą Boską i wyprzedzał Pana krokiem niecierpliwym. Skoro stanęli na miejscu, Pan Bóg aż oczy przetarł, przestraszony, nie mogąc uwierzyć temu co ujrzał.
– Coś Ty tu porobił? – zakrzyknął.

Anioł sam się też zdumiał i strwożył wielce. Co innego powiem zastał, niż pozostawił.

Przystępując do pracy, wyobraził sobie, że nic lepszego ziemi dać nie może jak dużo, dużo ciepła. Przeto zebrał niesłychaną ilość kamieni, głazów i skał spiętrzył je w wysokie góry aż ku niebu, ziemią z lekka jeno przyprószywszy, w tym przekonaniu, że gdy je tak ku słońcu wysoko wydźwignie, to gorąco samo wszystko sprawi i kraj żyznością zakwitnie.

Aliści pod ten czas, kiedy w Sandomierskim bawił, przyszła ulewa okrutna, strugi wody spłukały ziemię ze skał, zniosły ją w dół wyrwami potoków. Oczom teraz ukazały się groźne, spiętrzone ściany skalne, o nagich, w niebo wystających szczytach, o żlebach czarnych i przepaściach, wyżej kosodrzewiną zmarniałą, a dołem ciemnią smrekową odziane, dzikością surową tchnące, no, jednym słowem, Tatry.

A zaś na niższych stokach i pogórzach, gdzie woda nie zdołała ziemi spłukać, ścieliły się tylko mchem zarosłe, pustynne hale lub zieleniły się tu i ówdzie płachty lichego owsa.

– Coś Ty za myśl miał – zobaczywszy to wszystko rzekł do anioła Pan Bóg – żeś tak tę ziemię ukształcił?

– Chciałem ją, Panie, podnieść tak wysoko – tłumaczył się strapiony anioł -żeby więcej ciepła słonecznego dla niej uzyskać.

– A przez to właśnie chłód jej sprowadziłeś. Ten nawet lichy owiesek, co na niej rodzić się może, zanim podoła dojrzeć, mróz zetnie. Tak, tak – zadumał się nad Podhalem Bóg – będzie to przez twój nierozum kraj chłodu i głodu. Już się to nie da odrobić.

– Nie trap się Panie – przystąpił z otuchą anioł – Ja temu jeszcze zaradzę. Pozwól mi tylko, żebym tu ludzi utworzył, zobaczysz jak sprawią te łąki marne, jak pokryją zbocza skalne uprawną rolą.

– Co to, to już nie! – rozgniewał się Pan Bóg. – Chcesz się bawić, to możesz iść do Sandomierzan albo Proszowian stwarzać, którym przygotowałem kraj żyzny, bogaty. Ale górala pozostaw już mnie.

I sam Pan Bóg wydumał tedy górala: o rosłej, śmigłej postawie, o nagach jak ze stali, o oczach bystrych, orłowych, o umyśle lotnym, przedsiębiorczym, o zaciętości niezwykłej, energii i sprycie- aby mógł na tej biednej aniołowej ziemi dać sobie radę.

 

Zielona Sowa, Legendy Polskie