Bo chcemy mieć fajny seks, intymność, jakiej nie można doświadczyć w przypadkowych przygodach erotycznych?

Bo boimy się życia i chcemy, by koło nas był ktoś, kto nam pomoże? Weźmie część odpowiedzialności na siebie, zrobi za nas coś, z czym sobie nie radzimy?

Bo boimy się śmierci? Choroby? Własnej słabości?

A może dlatego, żeby móc się dzielić? Bo jesteśmy zmęczeni zajmowaniem się tylko sobą, swoimi problemami, które urastają do niebotycznych rozmiarów, gdy nie ma obok nas drugiej osoby i jej problemów.

Bo chcemy mieć lustro, w którym będziemy się przeglądać? Kogoś, kto ostrzeże nas, gdy zaczniemy błądzić?

Z ciekawości innego świata, którym jest drugi człowiek? Bo chcemy, by pokazał nam krajobrazy, jakich nie widzieliśmy, opowiedział historie, których nie słyszeliśmy, puścił piosenki, których nie znaliśmy?

Bo chcemy fascynującego życia i chcemy żyć w zachwycie?

Kogoś, z kim możemy być blisko, bardzo blisko. Z kim możemy być szczerzy. Kto pozna nas jak nikt inny. Zobaczy nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy. I zachwyci się czymś w nas.

I dlaczego bycie samotnym traktowane jest jak choroba?

Przecież wszyscy dookoła mówią nam, że każdy człowiek jest pełny, niczego mu nie brakuje, nie potrzebuje drugiej osoby, by być szczęśliwym. Dlaczego więc tak chętnie rezygnujemy z wolności i tak pragniemy obecności drugiego człowieka?

Tak bardzo, że mimo iż byliśmy w kilku związkach, które były nieudane i się rozpadły, to nie wyciągamy wniosku, że ten model relacji jest ułomny. I nadal uważamy, że warto szukać dalej.

A może się nad tym wcale nie zastanawiamy, tylko robimy tak, bo wszyscy dookoła tak robią? Bo w takiej żyjemy kulturze, w której „normalni” ludzie żyją w parach?