Czym jest trzebofilia?

Irena zmęczona wraca autobusem z pracy. Zobaczyła wolne miejsce, ale zanim dopchała się do niego zajął je ktoś inny. Teraz sfrustrowana Irena myśli: „co za ludzie!”, „powinni przejść dalej, a nie stoją w przejściu!”. Zauważywszy młodego chłopaka z plecakiem na ramieniu pomyślała: „powinien zdjąć ten plecak, a nie stoi i zajmuje miejsce!”. Potem jej uwaga przeszła na męża: „gdyby nie zabrał mi samochodu nie męczyłabym się tutaj!”, „powinien pomyśleć też o mnie!”. Po kilku minutach jazdy w tłoku Irena była już nieźle wkurzona.

Benedykt obudził się rano z gorączką i zatkanym nosem. Zdrowy rozsądek nakazywałby pozostać w domu i nie iść do pracy. Ale zdrowy rozsądek to u Benedykta towar deficytowy. Leżąc jeszcze w łóżku zaczął rozmyślać: „nie mogę sobie pozwolić na nieobecność w pracy!”, „muszę przygotować dokumentację do jutra!”, „powinienem się pozbierać i iść do pracy…”. Walcząc z lekkimi zawrotami głowy Benedykt wstał z łóżka i poczłapał pod prysznic…

Trzebofilia (zwana również nadużywaniem imperatywów „muszę” i „powinienem”) to błąd myślenia polegający na zbyt częstym używaniu stwierdzeń typu „muszę”, „powinno się”, „należy”, „trzeba”, „nie wolno”, „nie powinienem” itp. Stwierdzenia te mogą być używane zarówno w stosunku do siebie (jak w przykładzie Benedykta), jak i do innych ludzi (przykład Ireny).

Czemu trzebofilia utrudnia życie?

Trzebofilia wiąże się z posiadaniem sztywnych zasad, wysokimi wymaganiami i rygorystycznym podejściem do siebie czy innych. Co w tym złego? Wymagania same w sobie nie są niczym złym. Są jak sól dodana do potrawy – trochę wymagań w stosunku do siebie poprawi jakość naszego życia, lecz zbyt wiele może je zatruć. Konsekwencje poddawania się trzebofilii to:

  • Zniechęcenie. To największy paradoks trzebofilii. Wielu ludzi mówi sobie „muszę” żeby zmobilizować się do czegoś (muszę schudnąć, rzucić palenie, lepiej opanować angielski, więcej się uczyć itp…). Tymczasem takie obarczanie się powinnościami kradnie motywację zamiast ją zwiększać… Przykład? Sprawdź na własnej skórze: wybierz sobie coś, co musisz zrobić i powiedz kilka razy na głos MUSZĘ (tu wstaw swoje postanowienie). A teraz zamień pierwsze słowo na CHCIAŁBYM i powtórz kilka razy to samo zdanie. Widzisz jakąś różnicę w swoim nastawieniu?
  • Poczucie winy – jest częstą konsekwencją trzebofilii pojawiającą się wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie zrealizować swoich powinności. Pewnie tą właśnie emocję czułby Benedykt, gdyby pozostał w łóżku.
  • Frustracja i wrogość, gdy obiektem naszej trzebofilii są inni ludzie. Myślenie o tym, co POWINNI zrobić inni sprawi, że poczujemy frustrację, lecz w niczym nie poprawi naszej sytuacji. Nie będę miał gdzie zaparkować samochodu („powinni zrobić tu więcej miejsc parkingowych”) ani nie zacznę lepiej zarabiać („powinni podnieść mi pensję”) tak długo, póki sam się o to nie upomnę. Swoją drogą przerzucanie odpowiedzialności na innych przy pomocy magicznego słowa POWINNI potrafi skutecznie rozgrzeszyć z braku własnej inicjatywy…

Jak radzić sobie z trzebofilią?

Sposób 1: Wyobraź sobie poganiacza niewolników. Wielkiego, nieprzyjemnego, spoconego typa z biczem. Ilekroć mówisz do siebie „muszę” albo „powinienem”, spróbuj włożyć te słowa w jego usta – niech to on mówi Ci „musisz!”. Być może dzięki temu łatwiej będzie Ci zdystansować się do swoich „musizmów”.

Idąc do łazienki Benedykt wyobraził sobie kroczącego za nim poganiacza niewolników, który strzelając co chwila z bicza krzyczał na niego plując przy tym śliną: „MUSISZ IŚĆ DO PRACY, W D…. MAM TWOJĄ CHOROBĘ!!!”. To wyobrażenie rozbawiło Benedykta. Przy okazji nabrał dystansu do swojego postanowienia odnośnie pójścia do pracy. Stwierdził, że to nierozsądne, po czym wrócił do łóżka.

Sposób 2: Za każdym razem gdy przyłapiesz się na mówieniu do siebie, że coś MUSISZ, zamień to słowo na inne, łagodzące. Możesz mówić sobie na przykład: CHCIAŁBYM albo BYŁOBY DOBRZE, GDYBY. Tak samo możesz spróbować postępować wtedy, gdy Twoje „musizmy” dotyczą innych.

Irena zauważyła jak bardzo zezłościło ją te kilka minut w autobusie. Postanowiła przełamać ową złość radząc sobie  jej przyczyną. W tym celu spróbowała zamienić wszystkie „powinni” w swoich myślach na „byłoby dobrze”. Pomyślała o chłopaku z plecakiem: „byłoby dobrze, gdyby zdjął ten plecak z ramion – łatwiej byłoby mi przejść”. Podobnie o mężu: „byłoby dobrze, gdyby czasem zostawiał mi samochód”. Myśląc w ten sposób zauważyła, że złość jej mija, ona zaś zaczyna się zastanawiać co mogłaby zrobić, żeby FAKTYCZNIE BYŁO DOBRZE.

Sposób 2a: Do stwierdzeń z poprzedniego sposobu możesz dodać końcówkę: BO DZIĘKI TEMU… – to może przynieść Ci dodatkowe korzyści, ponieważ zamiast dowalać sobie kolejne „musizmy” zyskasz większą świadomość PO CO w ogóle chcesz coś zmieniać.

Autor: Psychowiedza.com